Wyjątkowy powrót ks. Turka do Zaniemyśla na odpust św. Wawrzyńca

W poniedziałek 10 sierpnia o godz. 18.30 w kościele św. Wawrzyńca została odprawiona uroczysta msza święta odpustowa w dzień wspomnienia w Kościele Katolickim patrona. Była wyjątkowa, gdyż celebransem był ksiądz Jakub Turek wikariusz, który parafię opuszczał w 2006 roku.

W Kościele Katolickim 10 sierpnia wspomina się św. Wawrzyńca – rzymskiego męczennika wczesnochrześcijańskiego, który jest patronem parafii w Zaniemyślu. Z tego powodu tego dnia odprawiana jest uroczysta msza św. odpustowa. W tym roku do jej celebracji został zaproszony były wikariusz ks. Jakub Turek, który obecnie jest proboszczem parafii św. Stanisława Biskupa i Męczennika w Rosku w Puszczy Noteckiej. Kiedy był wikariuszem zainicjował niedzielną mszę św. dla dzieci w kościele Matki Bożej w Zaniemyślu, która jest odprawiana do teraz. 

Liturgia rozpoczęła się o godz. 18.30, a w koncelebrze służyli ks. proboszcz Jacek Leśniewski oraz o. Bogusław od Ducha Świętego OCD – przełożony Klasztoru karmelitów Bosych na Zwoli. Gospodarz miejsca oficjalnie przywitał gościa i po krótce przedstawił młodym wiernym, którzy nie mieli okazji go poznać. Ks. Turek od razu wspomniał, że widok znanego samochodu parafianki wzbudził w nim piękne wspomnienia, ale jednocześnie brakowało mu osób i rzeczy, które niestety nie powrócą, jak ówczesny proboszcz śp. ks. kanonik Tadeusz Piaczyński, którego nazywał „tatą”. Celebrans wygłosił bardzo ciekawe, prawie półgodzinne kazanie, które podzielił na dwie części. Pierwsza dotyczyła żywotu św. Wawrzyńca, czytań liturgicznych i poruszała kwestię męczeństwa za wiarę, odnosząc się do m.in. słów bł. o. Michała Czartoryskiego .

Pomódlcie się też za przyczyną św. Wawrzyńca, człowieka niezłomnej wiary. Moi drodzy, trzeba nam dzisiaj pamiętać 20 wieków od utworzenia Kościoła, że droga ucznia Chrystusowego nie jest drogą łatwą i Pan Jezus nigdzie w Ewangelii nie powiedział: „Kto chce iść za mną będzie, to miał drogę jak po maśle, drogę bez problem ów, drogę bez doświadczeń” . […]

Dlatego przypomnę moim drodzy, że kiedy mija trzeci wiek po edykcie mediolańskim, chrześcijanie już żyjący w spokoju, wiedzieli, że krwi nie będzie trzeba już przelewać, ale jesteśmy wezwani do „białego męczeństwa”. Tutaj zrobię taką dygresję i odwołam się do pewnego obrazu, który miał miejsce kilka lat temu. Moi drodzy, może pamiętacie, dżihadyści porywają w Egipcie dwudziestu jeden koptyjskich mnichów. Wywożą ich na plażę w Libii, tam związują i każą wyrzec się Pana Boga. Dwudziestu jeden koptów, żaden z nich nie wypiera się Boga. Co ciekawe, na środku klęczał czarnoskóry człowiek, on znalazł się w tej grupie przypadkowo, nie był wierzącym człowiekiem. Kiedy dżihadyści podeszli do niego i zapytali się „Czy wyrzekniesz się Boga?”, to on odpowiedział: „Nie znam Boga, ale jeśli oni się nie wyrzekli i wierzą w swojego Boga, to tu w godzinie śmierci wierzę w ich Boga”. Taki jest klucz, dlaczego on się znalazł w tej grupie świętych.

Druga część homilii była retrospekcją z czasów posługi w zaniemyskiej parafii, o wyjątkowej relacji z ks. Piaczyńskim, jego śmierci i przepowiednią kryzysu wiary w Polsce:

Dzisiaj już z trochę innym doświadczeniem patrzę na to, co człowiek przeżywa i na to, co dzieje się w kościele. Moje ostatnie spotkanie z księdzem proboszczem Tadeuszem, to była niedziela wieczór finał MŚ pomiędzy Francją i Włochami. Oglądaliśmy razem mecz, a potem jeszcze poszliśmy do dużego pokoju, takiego saloniku jego, biblioteczki. On tam powiedział: Synek, ja wiem, że Ty już jutro jedziesz do domu, ale idź jeszcze rano do sióstr na mszę. Ja powiedziałem, że nie ma problemu, pójdę oczywiście. Każdy dobrze wie jak się ta historia skończyła – wracam od sióstr i pani Krysia mówi: „Proboszcz nie żyje”.

[…] Zapamiętam go i zapamiętałem go jako człowieka na wskroś szlachetnego i dobrego i myślę sobie, że więcej obok Zaniemyśla nie udało się trafić na takiego proboszcza. […]

Moi drodzy, wielkie dobro, którego tutaj zaczerpnąłem, z jakimiś sytuacjami, które tutaj przeżyłem, zapamiętałem, przez te kolejne dwadzieścia lat są częścią mojej codzienności, mojego życia. Tutaj patronem jest św. Wawrzyniec, Rosko koło Czarnkowa, na drugim końcu diecezji, w którym jestem, tam patronuje św. biskup Stanisław i tez męczennik. Parafia w Rosku nie jest tak duża jak Zaniemyśl, nie mówiąc ile razy mniejsza, tylko powiem, że liczy 1100 osób, a do kościoła chodzi „dobre” sto osób. Niestety dobiła nas pandemia. Do niej w niedzielę, mamy 3 niedzielne msze (1 w sobotę, 2 w niedzielę) chodziło około 500 osób. Wisi nade mną niestety wyrok, przed którym się jeszcze w te wakacje uchroniłem, bo ta parafia ma być połączona z druga parafią obok. Jeżeli je połączą, to będę musiał się spakować i iść dalej; ale mówię to tylko, dlatego że kiedyś, kiedy siedzieliśmy razem, ks. Tadeusz powiedział do mnie: „Słuchaj, synek, idą zupełnie inne czasy, których ja już bym nie chciał przeżywać, a Tobie nie będzie łatwo”. Tylko on mówiąc to, nie mógł wiedzieć, że to wszystko nastąpi w takim przyspieszeniu, moi drodzy. To przyspieszenie w ostatnich dwóch, trzech latach zrobiło już takie spustoszenie i niestety ten wyrok łączenia tych parafii nie jest łatwą sprawą. Ja może powiem wam, na codzień oczywiście odprawiam mszę św., jestem tym proboszczem, uczę jeszcze w szkole, ale tylko dlatego, by mieć z czego żyć, jestem ogrodnikiem, muruję sobie płoty, wymieniałem dachówki i takie różne rzeczy robię, bo to jest malutka, nie chcę powiedzieć, że biedna parafia. […] Tak sobie myślę, iż w niektórych parafiach księża przyzwyczaili, że jest dobrze, kościół jest otwarty i czeka tam ksiądz. Moi drodzy, przyjdą takie czasy, że wrota kościoła niestety będą zamknięte, bo nas nie będzie. Tutaj ks. arcybiskup mówi wprost, że w ciągu dziesięciu lat będzie księży o stu mniej – jedni umrą, inni zachorują, jakaś część odejdzie – to ma miejsce też. Kościoły będą zamykane. 

Opowiem wam ciekawostkę, którą usłyszałem na jednym z odpustów kilka miesięcy temu. Kardynał Hlond kiedy był głową naszej archidiecezji w 1936 roku, przychodzi deo niego jeden z księży i mówi: „Księże Kardynale, czemu my święcimy tylu księży?”. Wtedy święcono około stu księży. Kardynał Hlond w takim oświeceniu Ducha Św. miał powiedzieć: „Przyjdą takie czasy, że tylu Pan Bóg będzie potrzebował”. Zobaczcie od 1936 niewiele jest do 1939, potem czas wojny i wielu księży umrze, a potem będzie trzeba na nowo parafie budować. Dzisiaj, moi drodzy, zobaczcie jest święconych jeden, dwóch. Ja sobie myślę, skoro Bóg daje tylko dwa powołania, to znaczy, że tylko tylu jest potrzebnych. Jeżeli w 1936 było potrzebnych stu, to tylu było potrzebnych, a dzisiaj jest tylko dwóch. Niech to tez da nam do myślenia, co w tej rzeczywistości naszego codziennego życia się dzieje. 

Po mszy świętej wystawiono Monstrancję, pomodlono się za wstawiennictwem św. Wawrzyńca i ze względu na kiepskie warunki atmosferyczne, kapłani i służba liturgiczna poszli w procesji nawami bocznymi świątyni. Na zakończenie ks. Jakub Turek pobłogosławił Najświętszym Sakramentem na cztery strony świata.

Tego dnia ławki były wypełnione po brzegi, a na odpust przybyli także księża z dekanatu kórnickiego.

(fot. Wiktor Chicheł)

Avatar photo
Wiktor Chicheł
Artykuły: 9

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *